Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nauka i Technika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nauka i Technika. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 lipca 2010

Panowie kochajmy ... logikę



Czy nasz mózg tworzy rzeczywistość?
I tak i nie. Wiemy, że potrafi nam nieźle namieszać interpretując dane, tworząc np. efekty 3D w popularnych ostatnio filmach, a jednak nie wątpimy nadmiernie w to co widzimy lub odczuwamy mimo niedoskonałości zarówno naszych sensorów jak i CPU. Są jednak sytuacje, w których nawet poważni naukowcy przejawiają zdziwiającą niechęć do zastosowania zasad najprostszej wydawałoby się logiki.
Siedzę sobie na kanapie i zanurzam palec w szklance z wodą, czuję, że jest mokra, chłodna itp. Gdybym przypiął się do jakiejś machiny generujacej impulsy stymulujace bezpośrednio jakies określone obszary w mózgu mógłbym wywołac ten sam efekt bez szklanki wody lub mógłbym zablokować impuls. Jednak na codzień nie bywamy przypięci do maszyn (chyba? zawsze jeszcze pozostaje wizja marixa).
Korzystamy ze stymulacji, której dostarcza nam to co uznajemy za rzeczywistość. Jest ona pewną inersubiektywną przestrzenią, w której, jak sie zdaje, w znacznym stopniu podobni do siebie ludzie w podobny sopsób odbierają i interpretują bodźce. Badanie tego jak reagujemy na bodźce pokazuje nam jakie obszary PRZETWARZAJĄ dane. Sny ale także np. pamięć, wnioskowanie, wyobraźnia oraz wiele innych wskazują na to, że mózg jest w stanie wygenerować bodźce, które nie mają źródła w sensorach naszych zmysów. I tu właśnie pojawi się problem o którym chce napisać.
Jeśli podepnę się do maszyny badającej aktywność mózgu i zacznę powiedzmy wspominać jakieś ważne dla mnie chwile życia, mój procesor będzie aktywny w różnych obszarach, emocjonalność i sugestywność tych wizji będzie wpłwać na intensywność jego pracy. Myślenie jest więc źródłem bodźców w stopniu podobnym do rzeczywistości, tyle że świat myśli nie będzie już rzeczywistością intersubiektywną, ale czy nie jest nią wcale?
Nikt chyba nie zaprzeczy, że myślenie w najprostszej postaci wnioskowania jest TAKIM SAMYM źródłem poznania jak postrzeganie zmysłowe. Więcej nawet - bez kojarzenia spostrzeżeń nie ma w ogóle mowy o poznaniu. Rzeczywistość zewnętrzna byłaby całkowicie niepoznawalna bez systemu kojarzenia. Bodźce jakie wytwarza mózg są potrzebne do tego żeby wiedzieć cokolwiek o otaczającej nas przestrzeni. Dlatego też uczymy się niemal od urodzenia pokładania pewnego zaufania w tym co nam nasza głowa pokazuje jako wynik kalkulacji. Ergo - to czego nie widać, to czego nie da się tak do końca zmierzyć, procesy zachodzące wewnątrz naszego umysłu są częścią rzeczywistości.
Powoli zbliżamy się do zasadniczego problemu - jeśli nasze doświadczenia nie mają charakteru intersubiektywnego to czy mogą rzeczywiste tak jak rzeczywisty jest przysłowiowy kamień?
Popatrzmy najpierw na przykład negatywny - wszyscy ulegamy złudzeniom optycznym, patrzymy na jakiś spreparowny obraz, a nasze mózgi generują coś czego nie ma ale ... no własnie to jest doświadczenie jak najbardziej intersubiektywne, powtarzalne. Wniosek - to ze wszyscy coś widzą, nie znaczy że to coś, jest takim jak to widzą. intersubiektywność nie przesądza o realności, a jedynie ją uprawdopodabnia.
Odwóćmy sytuację - jeśli coś widze ja, a poza mną nikt inny, to czy znaczy to że tego nie ma? No i doszlismy do sedna. Zwidy, iluzje, wizje, halucynacje takim mianem określa się te doświadczenia, które zdają się nie mieć odniesienia w rzeczywistości. Tu własnie pojawia się logiczna nieciągłość wynikająca z przemożnej chęci już to potwierdzenia już to zaprzeczenia czmuś co budzi nieodmiennie kontrowersje. Istnienie intersubiektywnych zjawisk nie majacych charakteru rzeczywistego pokazuje nam, że nie zawsze jest tak jak to widzimy, a jednak jesteśmy skłonni w 100% zaufać temu że jeśli czegoś nie widzimy to tego ... nie ma. Wróćmy na chwile do naszej maszynki generującej impulsy dla mózgu. Odkrycie, że taka stymulacja tworzy efekty podobne do postrzegania stało sie podstawą do uznania niemal za pewnik, że jeśli my stojąc na zewnątrz, nie postrzegamy źródeł stymulacji to ich po prostu nie ma i że to nasz mózg karmi nas halucynacjami. Proste, ale czy logiczne?
Po pierwsze - zauważmy, że to co powinno być wynikiem umieściliśmy już w ... założeniu. Mamy gościa przypiętego do maszyny badającej aktywność mózgu, my nie rejestrujemy bodźców ale jego mózg wykazuje aktywność więc z faktu, że nie rejestrujemy bodźców sami, uznajemy, że ich nie ma, ale przecież to, że ich nie ma to po prostu nasze, nie koniecznie słuszne założenie wynkające z tego że my ich nie rejestrujemy. To, że nic nie oddziałuje faktycznie z zewnątrz nalezałoby dowieść, tyle że w naszej sytuacji dowieść sie tego nie da. Nie istnieje bowiem taka możliwość żeby odróżnić aktywność mózgu nazwijmy to "wsobną" od takiej, której źródło jest na zewnątrz. Pozwólcie proszę na banalny przykład - są ludzie których słuch rejestruje dzwięki powyżej tego co uznajemy za częstotliwość "słyszalną" my ich nie słyszymy, a oni i owszem. Jeśli nie zbadamy pomieszczenia sensorem o zakresie słyszalności większej niż nasze ucho uznamy, że ma gość słuchowe halucynacje. Wiem o tym bo sam jestem dość wyczulony na wysokie dźwięki i wiele razy ze zdumieniem odkrywałem, że ludzie na prawdę nie słyszą pisku swoich zasilaczy, które mnie przyprawiały o ból głowy. Weźmy dużo bardziej złorzony przykład. Od bardzo długiego czasu twardogłowi uznają doświadczenia z pogranicza śmierci za efekt samostymulacji mózgu. Rozumowanie jest oparte na tym samym schemacie - załorzenie, że nic z tego co czujemy nie jest rzeczywiste i wniosek, że sami jeseśmy źródłem halucynacji przedśmiertnych. Czy to nie jest błedne koło?
Jak to zwykle bywa jest, ale go czasem nie zauważamy. Podpinamy osobę w stanie terminalnym do maszyny, jak rozumem chcemy zaprzeczyć istnieniu życia pośmiertnego, więc przedmiotem badania jest realność bądź nie jego przeżyć, tyle, że ową nierealność niejako zakładamy z góry, więc kiedy na wykresie rysuje nam się silna aktywność mózgu piszemy zgrabny wniosek o tym jak się ów organ dziwnie sam wzbudza. Może to co napisałem nie brzmi przekonująco zatem mówiąc jeszczeinaczej -  prawidłowy wniosek z opisanego wyżej badania brzmi - "w momencie śmierci następuje wmożona aktywnośc mózgu" i tylko tyle. Nie ma żadnej naukowej i doświadczalnej podstawy aby wnioskować o czyms innym, bo po prostu takiego badania nie prowadzimy a nawet nie mamy takiej mozliwości (obecnie).
Każdy inny wniosek będzie wynikiem przekonań badacza a nie będzie wynikiem eksperymentu. Badacz wierzący powie, że doznania pozazmysłowe pobudzają mózg i że taka aktywnośc jest dowodem na realność jego doświadczeń, badacz niewierzący coś przeciwnego, ale obaj dadzą tym samym wyraz swoim poglądom. Mówić w tym momencie, że badania cokolwiek potwierdziły lub sfalsyfikowały jest zwyczajną bzdurą i nie ma nic wspólnego z logiką.
Idźmy dalej - nie jest żadnym voodoo fakt, że przez swoje działania potrafimy się zrelaksować a nawet wprawić w stan nieco zblizony do wstępnej fazy snu pozostając świadomymi. Nasz wewnętrzny spokój może jak najbardziej kolidować z napływajacymi z zewnątrz licznymi bodźcami. Mamy więc sytuacje odwrotną - z zewnątrz bombardują nas całkiem namacalnie i widzialne dla wszystkich bodźce a nasz procesorek ucina sobie drzemkę, mimo iż nie odcina świadomości od tego co się dzieje. Nasz spokój jest więc indukowany przez nas samych, świadomie i jest on realny.
Kolejna sprawa - przyjmijmy że nasz obiekt jest zabójczo zakochany, obraz ukochanego pojawiający się w jego głowie wywołuje często takie efekty jakby ta osoba była obok, ba potrafi nas podniecić (jeśli myśli są nieco kosmate). Bodźców zewnętrznych - brak, a jednak jakoś nikt nie spieszy się z wnioskiem, że skoro kogoś tam nie widać, to tego kogoś nie ma, a nasz mózg sobie produkuje autonomicznie jakąś rzeczywistość. Fakt - on to własnie czyni, ale to że znów stymulacja jest od wewnątrz chyba nie przesądza o realności obiektu którego owe myśli dotyczą. Zauważmy, że dopóki nie zejdziemy na tematy ideologicznie ważkie nie mamy problemu z logiką. Miłe wspomnienia upojnej nocy z ukochaną pobudzają nas, ale nikt nie będzie na bazie tego, że owej ukochanej nie ma w pomieszczeniu i na bazie tego, że to tylko nasza wyobraźnia, wyciągał wniosków o nieistnieniu owej osoby czy nierealności sytuacji.
Niby oczywiste, a jednak mamy coś takiego jak neuroteologia, która stara się dowieść że, parafrazując - naszej ukochanej powiedzmy Basieńki nie ma, bo to przecież mózg nam podsuwa jej roznegliżowane obrazy. Co się dzieje z naszą wspaniałą logika kiedy przychodzi do tematów związanych ze światopoglądem, ideami, wiarą? Mam wrażenie, że mniej lub bardziej świadomie usuwamy ja na bok kręcąc się w błędnych kołach gdzie wniosek staje się założeniem.

Nie twierdzę, że istnieje życie po życiu, nie twierdzę, że każdy lunatyk postrzega jakąś realna rzeczywistość a każde urojenie jest prawdziwe. Twierdzę natomiasat , że badając aktywność mózgu badamy aktywność mózgu,  jeśli aplikujemy mu jakieś bodźce, to widzimy efekty owej stymulacji, ale nic nie daje nam logicznego prawa do wnioskowania gdzieś poza tym co faktycznie badamy. Możemy uznać jednoznacznie za sztuczny ten bodziec który zaaplikowaliśmy ale to wszystko jeśli mamy mówić o faktycznych NAUKOWYCH wnioskach z badań. Dalej mamy spekulacje może i słuszne ale nie są one ani o jeden milimetr bliżej prawdziwości niż spekulacje dokładnie przeciwne.

czwartek, 13 sierpnia 2009



No cóż jakiś czas temu wspominałem o absurdzie teorii "global warming". Bez dowodów (chyba że serio potraktujemy ilustrujący dzisiejszy wpis obrazek - to może być dowód na coś przyznacie sami), bez solidnych podstaw, na bazie hałasu, lęków i chęci zarobienia, grupa polityczno-ekonomiczno-ekologiczna wtłoczyła nam do głów efekt cieplarniany, jego katastrofalne skutki a co za tym idzie konieczność ponoszenia horrendalnych kosztów w celu zapobieżenia ich wystąpieniu.

Na drugim biegunie znajdowała się wcale nie licha i bynajmniej nie głupia grupa ludzi którzy wieszczyli coś kompletnie odwrotnego czyli ... globalne ochłodzenie. Ci jednak wpływów politycznych nie mieli i co gorsza nie byli w żadnym razie potencjalnie dobrym źródłem okradania społeczeństwa, więc się ich umiejętnie wyciszało, a ich tezy wyszydzało w publikatorach pseudonaukowych. Polecam lekturę Polityki, a w razie gdyby link zawiódł a egzemplarz był zupełnie niedostępny wklejam tu mały fragment:

"Panel uczonych, zorganizowany przez National Oceanic and Atmospheric Administration (NOAA) i NASA, ogłosił 29 maja, że maksimum 24 cyklu można spodziewać się w maju 2013 r. i będzie wtedy 90 plam (link na naszej stronie internetowej). Ma to być najsłabsze maksimum od 1928 r., kiedy to pokazało się tylko 78 plam. Ale tej opinii nie podzielili wszyscy paneliści – niektórzy uważają, że w maksimum będzie zaledwie 70 plam. Takie przepowiednie słabo się sprawdzają, ponieważ nastąpiła zmiana magnetyzmu Słońca, której przyczyn nie znamy. Dlatego obserwacje z poprzednich dziesięcioleci nie pasują do dzisiejszej sytuacji.

Astronomowie obawiają się, że obecna faza aktywności Słońca może być podobna do tego, co działo się w tzw. minimum Maundera, kiedy przez 70 lat (1645–1715) liczba plam nie przekraczała trzech, a temperatura na Ziemi była najniższa od 8 tys. lat. Europejskie rzeki zamarzały rokrocznie, przez Bałtyk jeździło się saniami, a alpejskie lodowce schodziły daleko w doliny, niszcząc pola i osady. W podobną, lecz krótszą drzemkę Słońce wpadło w minimum Daltona (1790–1820), gdy średnia temperatura była o 2–4 st. C niższa niż w XX w. Wtedy (w 1812 r.) Napoleon szedł na Moskwę. Na podstawie zmian aktywności Słońca niektórzy astronomowie przewidują, że Ziemia zacznie się ochładzać od 2015 r. i wkroczy w zimny okres w latach 2021–2026 lub 2050–2060, podobny jak podczas minimum Maundera. Natomiast długoterminowe oziębienie przewidywane jest na lata 2100–2200.

Znani klimatolodzy, Wallace Broecker z Columbia University i Reid Bryson z Wisconsin-Madison University, twierdzą, że za około 50 lub 500 lat może nadejść nowa epoka lodowa – taka, jaka skończyła się około 10 tys. lat temu, gdy znaczna część półkuli północnej naszego globu pokryta była lodem grubości 3 tys. m. Jak uczy geologia, nowe zlodowacenie nadejdzie nieuchronnie i będzie wielkim wyzwaniem dla cywilizacji."


SIC !!! Pewnie padłbym ze śmiechu na miejscu, ale mam dwa powody dla których jakoś mi się śmiać nie chce:

1) ciekawi mnie kiedy przestaniemy być rabowani przez oszołomów ponosząc koszty globalnego ocieplenia w postaci np. znacznie wyższych rachunków za media

2) kto i jak naprawi szkody które już się stały a do takich należy zaliczyć na przykład zmarnowane środki na infrastrukturę, patenty, licencje, opłaty za emisję czy w końcu oszpecenie ogromnych obszarów kompletnie nieekologicznymi farmami wiatraków.


No. A tak poza tym to czekam teraz na zachęty do emitowania maksymalnej ilości CO2 bo efekt cieplarniany może nam jak się okazuje uratować tyłki przed odmrożeniem :-D

niedziela, 11 stycznia 2009

Czekając na Renesans cz.3 i 1/2

Zanim zbiorę się za następne odsłony cyklu chcę nawiązać do dotychczasowych wywodów.
Zapraszam Was na stronkę KLIK

W formie obrazkowej autor pokazał ewolucję najistotniejszych gadżetów obecnych czasów. Przy okazji zdjęcia te wydają się całkiem niezłą ilustracją mojej tezy. Zauważcie że absolutnie większość zmian jakie zaszły w tych urządzeniach dotyczą ... wielkości przy czym telewizory stały się wielkie a komórki małe, zamiast winyli odtwarzamy w samochodach płyty cd na wyświetlaczach mamy sporo kolorków i w sumie tyle.
Jeśli mamy jakiś postęp to w kwestii wielofunkcyjności urządzeń (co raz bardziej przeładowanych po prawdzie) oraz w kwestii nośników - postepuje "cyfryzacja" wszystkiego co się da z ewidentną szkodą dla jakości.

sobota, 27 grudnia 2008

Czekając na Renesans cz.3


Małe uzupełnienie do części 1-szej. Jako że mamy koniec roku jest fajnie bo różne publikatory biorą się za podsumowania. O wybranych przez Time odkryciach naukowych roku 2008 już pisałem, czas na nieco bardziej poczesny "New Scientist", który ogłosił listę naukowych bohaterów roku 2008:

- Steven Chu, noblista i kierownik Lawrence Berkeley National Lab ma objąć w rządzie Baracka Obamy stanowisko sekretarza do spraw energii. Ten zwolennik naukowego rozwiązania problemów klimatycznych i odnawialnych źródeł energii może być jednym z najbardziej wpływowych naukowców roku 2009.

Szkoda, że zjawisko globalnego ocieplenia może się okazać jednym wielkim politycznym szwindlem, nie chciałbym przesądzać ale poczekajmy z wnioskami, są tacy którzy twierdzą coś dokładnie odwrotnego i tacy, którzy uważają że że zjawiska takiego nie ma. Przypomina mi się w tym miejscu histeria freonowa po "odkryciu dziury ozonowej" która istnieje od niewiadomo jak dawna nad Antarktydą, powstaje zawsze w okresie wiosenny, a nasz wpływ na jej istnienie i rozmiar jest zbliżony do wpływu na długość doby :-)

- George Church z Harvard University stworzył Knome - pierwszą firmę oferującą klientom sekwencjonowanie całego genomu. Pracuje też nad bakteriami wytwarzającymi biopaliwa.

Facet robi biznes na genetyce i dobrze, szczególnie że dla przeciętnego Kowalskiego czy raczej Smitha dane te są niezbędne jak rybie rower.

- Svante Paabo z Instytutu Maxa Plancka w Lipsku jest pionierem sekwencjonowania starożytnych próbek DNA. Wraz z kolegami niemal zakończył sekwencjonowanie genomu neandertalczyka i rozszyfrował z grubsza genom mamuta.

To już komentowałem, szybkość i wydajność współczesnych maszyn pozwala na bicie kolejnych tego typu rekordów tyle że żadne to odkrycie. O "szyfrowaniu" czy "rozszyfrowniu" to już normalny bełkot który sugeruje jakiś wielki wysiłek intelektualny

- Alan Stern - były dyrektor NASA - zrezygnował ze stanowiska, odmawiając redukcji wydatków na główne programy badawcze.

Innymi słowy - wspieramy swoich. Ręce precz od tłustych apanaży luminatów współczesnej nauki i ich drogocennych badań, z których od wielu lat nic nie wynika. Maksimum kasy za zero wyników a jak się nie podoba to rezygnujemy.

- John Pendry z Imperial College w Londynie pracuje nad pelerynami - niewidkami. Udało mu się spopularyzować związane z tym skomplikowane teorie fizyczne.

O tym już pisałem fajny bajer, nadaje się w sam raz do działu ciekawostek naukowych i nic poza tym

- Peter Smith z University of Arizona jest głównym naukowcem NASA odpowiedzialnym za misję marsjańską lądownika Phoenix. Dzięki niej przekonaliśmy się, że na Marsie mogło istnieć życie i zobaczyliśmy wiele zdjęć marsjańskich krajobrazów.

Który to lądownik nie zmienił nawet na milimetr naszej wiedzy na temat Marsa choć faktycznie brak było zawsze dobrej jakości pocztówek z Marsa, może jakaś firma zdecyduje się na wyduk i sprzedaż?

- Ken Caldeira z Carnegie Institution od lat zajmuje się geoinżynierią, która może się okazać wybawieniem, jeśli nie uda się powstrzymać zmian klimatu zmniejszając emisję dwutlenku węgla.

Jak wyżej wszystko fajnie o ile wogóle jest coś takiego jak efekt cieplarniany i to co się z tym wiąże.

- Lyn Evans, dyrektor Wielkiego Zderzacza Hadronów CERN, największej instalacji naukowej w dziejach.

Ech szkoda mi to ponownie komentować, ale jeszcze do poprzedniego wpisu dodam, że nie dalej jak kilka dni temu teoria BB zaczęła się mocno chwiać w posadach (przy okazji napiszę dal czego jak znajdę jakiś poważniejszy mteriał w temacie a nie tylko naukową ciekawostkę) mamy zatem próby osiągnięcia stanu zbliżonego do stanu po BB, którego to BB możliwe, że wogóle nie było.

- Philip Munger, nauczyciel muzyki i bloger z Alaski, który ujawnił, że Sarah Palin wierzyła w koegzystencję ludzi i dinozaurów przed 6000 lat.

Hahahaha no to mamy nagrodę dla ... donosiciela. Kolo pomógł wygrać Obamie kompromitując babkę, bo ta ma jakieś tam przekonania nb. zbliżone do przekonań większości amerykanów więc w czym problem. Naukowy bohater no niemal na miarę Galileusza - ROTFL

- Claudia Castilo - której jako pierwszej na świecie przeszczepiono tchawicę, wyhodowaną poza organizmem, częściowo z jej własnych komórek.

Tu się nie czepiam, tyle że Pani ta to nie naukowiec, a zrozpaczony gotowy na wszystko pacjent, który zgodził sie na medyczny eksperyment na własnej osobie. Gwarantuję, że gdyby się nie udał nie znalazłaby się w żadnym ekscytującym zestawieniu tylko w nekrologu.

- Barack Obama, który wybrał do swojego sztabu wielu wybitnych naukowców.

No to już jest szczyt pan Obama jest bohaterem bo ... dał naszym kolesiom fajne, dobrze płatne posady w administracji.

CDN...

wtorek, 23 grudnia 2008

Czekając na Renesans cz.2



(Uwaga - jest to wpis historyczny w ramach akcji przenoszenia wpisów ze starego bloga do bloggera)


cd …..

2) Technologia.

No tu to normalnie z dnia na dzień dzieją sie prawdziwe cuda … marketingu. Na początek weźmy byka za rogi i zmierzmy się z czymś co wydaje się technologicznym walcem rozjeżdżającym coraz to nowe bariery. Komputery. Przy okazji - szkoda, że te bariery ustawiają przed nim głównie spece od reklamy :-). Mamy zatem kolejne “epokowe” giga, mega tera … coś tam, nie mamy natomiast kompletnie niczego co zmieniłoby choćby trochę rzeczy istotne jak choćby metodę obcowania człowieka z maszyną. Ale ad rem.

Sądzę, że kiedy mowa o szybkim rozwoju, każdego myśl kieruje się ku komputerom. Na początek kilka ciekawostek. W połowie XVII w. niejaki Pascal, skądinąd również filozof, tłukł już “masową” produkcję kalkulatorów na sprzedaż (no przynajmniej z 8 sztuk zrobił). W tymże samym wieku XVII inny filozof Leibnitz opracował kod binarny - myślę, że coś świta czyż nie ;-) tak kochani słynne zera i jedynki to pomysł z XVII wieku ponad 300 lat historii.

Trudno powiedzieć co uznać za pierwszy komputer, ale przyjmijmy, że w okolicach lat 40-50 faktycznie zbudowano pierwsze urządzenia pasujące do tej nazwy np. słynny ENIAC. Już w 1962 roku stworzono komputer, który w zasadzie miał wszystkie cechy dzisiejszych stacji roboczych, w 1963 po raz pierwszy zastosowano GUI w 1964 zaczęto masowo produkować IBM 360 zbudowany w całosci ze scalaków rok później zbudowano pierwszą mychę komputerową. To co nastąpiło potem to głównie poprawa parametrów. Oczywiście zmiany były znaczne i wydajnośc nieporównywalna ale … to tylko kategorie ilościowe nie jakościowe. Procesor 8086 czy 80386 czy Pentium czy Core Duo, czy G5 czy jakiś tam to po prostu coraz bardziej rozbudowany scalak, co raz szybciej taktowany, co raz szybciej liczący ale to po prostu układ scalony nikt nie wymyślił jak dotąd niczego innego czy przełomowego, mnożymy mega czy giga herce, mega czy giga bajty ot i cała różnica.

Chcecie zrobić test? Kupcie na allegro albo wygrzebcie z piwnicy jakiś komputerek z lat powiedzmy 80 tych. Do testów dobrze mieć np. komputer Lisa z 1983 r. lub rok młodszego Mackintosha. Zdziwicie się ile rzeczy można było zrobić na kompie z roku 1983/84.

Ikony, okienka, czcionki True Type w dokumentach itd. Nawet czas uruchomienia tego starocia często będzie krótszy niż Windows Vista na współczesnym supersprzęcie. Pytanie zatem gdzie poza kolorowymi animacyjkami i graficznymi bajerami odbywa się ów postęp w komputerach? Para idzie w gwizdek, niewyobrażalne wydajności współczesnego sprzętu obsługują głównie nieudolnie napisane, zasobożerne systemy, których jedynym celem jest komunikacja z komputerem. Cześć zasobów zjada zjawisko tzw. multimediów, które w większości ograniczają się do kolejnych graficznych wodotrysków. No i oczywiście gry w środowisku 3D czyli w zasadzie jedyna dziedzina gdzie można zauważyć rozwój, tyle że jest to siłą rzeczy rozwój efektów wizualnych bowiem rozwój samego środowiska 3D raczej w minimalnym stopniu przekłada się na produktywność czy ergonomię. Moja teza jest prosta - od kilkudziesięciu lat nie dokonano żadnego przełomu nawet w dziedzinie tak prozaicznej jak interfejs czy ogólnie metodologia kontaktu człowieka z komputerem. Nie rozwinęła się żadna technologia VR która mogłaby w dziedzinie interfejsu sporo namieszać. Mimo tego, że korzystamy dziś z komputera dokładnie tak samo jak 30 lat temu uważamy że doszło do postępu i rozwoju czy to nie ciekawe ?

CDN.

Czekając na Renesans cz.1


(Uwaga - jest to wpis historyczny w ramach akcji przenoszenia wpisów ze starego bloga do bloggera)

Poniżej pierwsza część cyklu moich przemyśleń dotyczących współczesnego świata i naszego miejsca w jakimś ogólnym schemacie rozwoju. Nie wiem ile tych części będzie na razie macie zatem tezę i pierwszą grupę przykładów. Miłej lektury :-)

Żyjemy w czasach totalnego zastoju. Tak właśnie tak, powtórzę aby było jasne że nie jest to jakieś omyłkowe stwierdzenie - w niemal każdej obserwowanej dziedzinie panuje absolutny zastój a może nawet regres. W wielu dziedzinach trwa on już ponad 100 lat. W tych nieco szybszych mamy do czynienia z zastojem 40-50 letnim. Nie jest mi znana dziedzina, która tak naprawdę rozwija się, a nie tylko czołga.

Kilka słów dla ustalenia ważnych pojęć aby nie było nieporozumień - fakt, że ktoś zbuduje telewizor o przekątnej 200 cali to żaden cud i przełom, co innego jak ktoś wymyśli i zbuduje ów telewizor tyle że to akurat już ktoś zrobił.

Jak zaraz postaram się to przedstawić na przykładach znakomita większość naszego pozorowanego rozwoju to nic innego jak właśnie robienie czegoś takiego jak 100 lat temu tylko większego, mniejszego, szybszego, wolniejszego itp. Innymi słowy mówiąc mamy zmiany o charakterze ilościowym i niemal całkowity brak zmian jakościowych, co oznacza zastój.

Przejdźmy do konkretnych przykładów, bo zapewne, aż świerzbi Was żeby zarzucić mi głupotę bo przecież … no właśnie co? Co tak naprawdę udało się nam ostatnio realnie osiągnąć? Zapewniam was że postęp, który ma być czymś niejako codziennym jest wielką, pustą, nadmuchaną, kaczką dziennikarską i medialną.

Nie ma postępu i nie ma go od dawien dawna. Są niewielkie przypadki zmian które mogą rozwinąć się w coś faktycznie postępowego ale o tym później.

1) Nauka.

Oczywiście naukowcy jeśli wierzyć mediom niemal co dzień dokonują epokowych odkryć i wzbogacają naszą wiedzę. Udało się zaobserwować planetę krążącą wokół gwiazdy - wow toż to przełom, super odkrycie udowadniające że … istnieją planety krążące wokół gwiazd. Upraszczam, ale powiedzmy sobie szczerze czym innym jest odkrycie, że ziemia jest kulą i krąży wokół słońca, a czym innym obserwacyjne potwierdzenie tego co widzimy w zasadzie na co dzień. Od czasu kiedy powstała hipoteza “czarnych dziur” którą można by uznać za coś naprawdę odkrywczego (obiekty o super masie i hiper grawitacji tak silnej że przyciągają światło) minęło .. jak myślicie kiedy po raz pierwszy postulowano takie obiekty? otóż kochani moi w … 1783 r. Teoria rozwinęła sią oczywiście po opublikowaniu teorii Einsteina na początku XX w. No to mamy nowość :-) Wielkim echem odbiło się onegdaj odkodowanie genomu człowieka, a jednak znów przyznacie sami że czym innym jest odkrycie DNA i ustalenie jego funkcji, a czym innym ustalenie genomu, które wymaga po prostu czasu i wielu obliczeń co obecnie nieco łatwiej zrobić. Aby było jasne - pojęcia gen użyto po raz pierwszy w 1909 r. DNA odkryliśmy w 1869 r. natomiast jego modelową powszechnie znaną podwójną heliksę przedstawiono w 1953 r.

Z wielką pompą otwarto we wrześniu tego roku LHC czyli niezwykle kosztowny, nowoczesny i współczesny odpowiednik tego co dawnej osiągano tłukąc orzechem o kamień lub samochodzikiem o podłogę. Oto mamy szczyt naukowej myśli i mekkę wyznawców tzw. Modelu Standardowego. Bardzo wielkie urządzenie służące do … zderzania ze sobą cząstek materii (z ogromną prędkością i przy ogromnych energiach). Prawdę powiedziawszy ów Model Standardowy ma więcej wad niż zalet, ale zostawmy to na boku. Najważniejsze co chcę powiedzieć to że w fizyce od czasów Einsteina i fizyki kwantowej nie odkryto w zasadzie niczego, a pracuje się głównie nad zszyciem tych niepasujących do siebie teorii. To już ponad 100 lat i nie powstała żadna nowa jakość, a popularnonaukowe kanały frapują swoich widzów barwnymi symulacjami zjawisk które są przedmiotem wykładów fizyki na poziomie szkoły średniej, bo w zasadzie co tu pokazywać skoro nic nowego dla obrazu świata się nie pojawiło, raz jeszcze to napiszę od niemal 100 lat. Sławny “wielki wybuch” czy raczej jego teoria powstała dzięki postulatom z lat 20-tych (a jakże) na jego korzyść przemawia odkrycie z lat 60-tych - mikrofalowego promieniowania tła, no to przynajmniej było faktycznie odkrycie.

Z resztą aby nie opisywać tu sporej ilości ostatnio serwowanych nam rewelacji proszę, o to lista 10 najważniejszych odkryć naukowych roku 2008 wg magazynu Time:

01 - Otwarcie LHC - pisałem o tym wyżej, szkoda że działała tak krótko :-)

02 - Po raz pierwszy marsjańska sonda udała się w rejon podbiegunowy planety. Sonda Phoenix, która wylądowała w okolicach północnego bieguna czerwonej planety nie odnalazła niczego, co diametralnie zmieniałoby dotychczasową wiedzę o Marsie jako o martwej planecie. Dzięki misji Phoenixa potwierdziły się jednak przypuszczenia, że kiedyś na planecie były warunki do istnienia życia.

03 - Mycoplasma genitalium to najmniejsza bakteria, którą można hodować w warunkach laboratoryjnych. Jej genom jest prawie 40 razy mniejszy niż ludzki. Na początku roku Instytut J. Craiga Ventera ogłosił, że udało mu się w pełni zrekonstruować chromosom tego prostego organizmu. Kolejny krok to sprawienie, by DNA w żyjącej bakterii zaczął funkcjonować i decydować o całym organizmie. Venter nie ma wątpliwości, że jego zespołowi uda się to osiągnąć. Nie wiadomo tylko kiedy :-)

04 - Chińscy astronauci znaleźli się na orbicie w 2003 roku, 40 lat po tym jak znalazł się tam pierwszy człowiek. Przez ostatnie pięć lat chiński program kosmiczny rozwijał się w tempie bez precedensu w historii astronautyki. Pierwszy lot odbyła jedna osoba, w drugim wzięły udział dwie, podczas trzeciej, trzyosobowej misji miał miejsce pierwszy chiński spacer w kosmosie. W sumie fajnie ale … co to ma być za przełom w naszej wiedzy - kolejny kraj stać na spacerki w kosmosie.

05 - populacja zachodnich goryli nizinnych jest o wiele większa niż dotychczas szacowano. Lasy i bagna na północy Kongo zamieszkuje 125 tysięcy tych naczelnych. Na prawdę świetna i pozytywna wiadomość ale czy to jest odkrycie ?

06 - Dopiero w listopadzie 2008 roku naukowcom udało się uchwycić po raz pierwszy za pomocą teleskopu planetę spoza Układu Słonecznego. Krąży wokół jednej z najjaśniejszych gwiazd półkuli południowej - Fomalhaut (pisałem o tym nieco wyżej)

07 - Czapka niewidka. Za pomocą nanodrutów umieszczonych wewnątrz mikroskopijnych aluminiowych rurek stworzono tkaninę 10 razy cieńszą niż papier. Zakrzywia ona falę świetlną w ten sposób, że owinięty w nią obiekt staje się praktycznie niewidzialny. Niestety jest tak delikatna jak cienka :-)

08 - Stevan Schuster, profesor biochemii ogłosił, ze udało mu się zrekonstruować 80% genomu wymarłego przed wiekami mamuta włochatego. Dokonał tego za pomocą sierści ze szczątków kilku osobników. Fajna sprawa tyko że nic w tym odkrywczego. Kosztowało to pewnie wiele pracy ale czy na prawdę podnieca kogoś, że obliczono kolejny ciąg dla liczby Pi ? Tego typu praca to po prostu mozolne obliczenia, które zleca się komputerom i czeka. Dzięki wzrostowi wydajności tych ostatnich, przyjdzie nam zapewne łyknąć jeszcze nie jedną taką rewelację typu że komuś udało się policzyć coś szybciej.

09 - Przeprowadzone w ubiegłym roku badania (dot. społeczeństwa USA) pokazały, że procent potrafiących zrozumieć naukę wzrósł z 17 do 25%. W praktyce oznacza to, że tyle Amerykanów może cokolwiek wynieść z lektury naukowych stron w prasie. Czyli że amerykanie, w brew pozorom, mądrzeją :-) no to jest coś wartego odnotowania

10 - najstarsze szczątki rodziny. W liczącym 4600 lat grobie znajdowały się szkielety: kobiety, mężczyzny i chłopców w wieku około 8 i około 5 lat. Na podstawie badań DNA ustalono, że młodsi byli potomstwem pary. To dość kuriozalne odkrycie bowiem czego ma dowodzić? Że już 5000 lat temu znano instytucję rodziny ?

No przepraszam bardzo jeśli to są przełomowe osiągnięcia naukowe 2008 r. to nie wiem czy w ogóle potrzebuję jeszcze udowadniać tezę że żyjemy w okresie zastoju jeśli nie wręcz zacofania cywilizacyjnego.

CDN …